Michał Zachodny jest pozytywistą

Rondo Jazdy Polskiej

W komunikacyjnym sercu Warszawy, na skrzyżowaniu ulicy Waryńskiego i alei Armii Ludowej, znajduje się rondo Jazdy Polskiej, biorąc swą nazwę od Pomnika Tysiąclecia Jazdy Polskiej, usytuowanego tuż obok, na skraju Pola Mokotowskiego. Pomnik ów przedstawia dwóch jeźdźców galopujących na koniach: piastowskiego pancernego z okrągłą tarczą i włócznią w prawicy, za którym powiewa długi płaszcz, oraz ułana z szablą, skierowaną ostrzem przed siebie. Gdy byłem małym chłopcem, nie potrafiłem zrozumieć, że pomnik przedstawia jedynie wycinek jakiejś wyobrażonej przez autora rzeczywistości i kłóciłem się z ojcem, iż Pomnik Lotnika na Ochocie jest obarczony istotnym błędem, albowiem śmigło samolotu nie może bezładnie wisieć w powietrzu, ale musi być fizycznie przyczepione do statku powietrznego, którego na pomniku brak.

Dziś, mój umysł obejmuje nieco więcej, często sięgając abstrakcją nawet za daleko. Zakładam, że autor pomnika Tysiąclecia Jazdy Polskiej chciał zaprezentować kawalerzystów podczas ataku na obce siły, nieprzyjaciół tutejszych Słowian. Ja natomiast widzę ten monument tak, że nadwiślańscy wojownicy są zaklęci w wieczny okrąg i szarżują przeciwko sobie, a w zasadzie jeden za drugim. Tak naprawdę nie stoją na pomniku, to iluzja. Tak naprawdę, ułan ściga pancernego, a pancerny ułana w nieskończoność, dookoła. W zwariowanej karuzeli, która w tym celu została stworzona. Jest to zarazem najlepsza metafora awantury jaką wiecznie toczymy w tym kraju pomiędzy sobą o wszystko, zazwyczaj bezcelowo i bez konkluzji, dla samej tylko dzikiej gonitwy, aby krzyknąć za oponentem jak Koterski przysłowiowymi już demonstrantami w „Dniu Świra”: – Moja racja jest mojsza niż twojsza!

Rondo Jazdy Polskiej dotyczy również dyskusji o futbolu, a nawet przede wszystkim, wszak  piłka jest okrągła. Tytułem przykładu, warto zwrócić uwagę, że Grzegorz Lato  ścigał swojego czasu w Mariborze selekcjonera Leo Beenhakkera, właśnie po okręgu. Ponadto, jakkolwiek teoretycznie ścigał krew i myśl obcą, ale praktycznie krew i myśl tutejszą, rozpalony żądzą jebania białoczerwonych zwolenników wyboru Holendra na trenera piłkarskiej Reprezentacji Polski. Ilustracje można mnożyć. Jerzy Brzęczek bawił się całkiem niedawno w berka na Rondzie, z całym w zasadzie narodem.

Michał Zachodny w swojej książce zatytułowanej „Polska Myślą Szkoleniowa” nie dołącza do dzikiego gonu na Rondzie Jazdy Polskiej, ale rozsądnie ucieka diagonalnym podaniem w bok, po belgijskie frytki w punkcie przy ulicy Polnej, koniecznie z sosem andaluzyjskim, aby następnie spokojnie przystanąć i spojrzeć, dokąd prowadzi Trasa Łazienkowska. Michał Zachody jest pozytywistą.

Dla kogo jest „Polska Myśl Szkoleniowa”?

Każda książka jest jakąś drogą, którą podążamy. Aby wiedzieć, czy biec za podaniem w kierunku ulicy Polnej, potencjalny czytelnik musi sobie odpowiedzieć moim zdaniem wpierw na jedno, istotne pytanie, a mianowicie: czym jest piłka nożna lub co jest dla mnie ważne w piłce nożnej? Są to w zasadzie dwa pytania, ale ich połączenie sprawia, że konstrukcja ćwiczenia, które polecam wykonać przed sięgnięciem po „Polską Myśl Szkoleniową”, jest bardziej praktyczna.

Ja znajduję dwie podstawowe odpowiedzi.

Po pierwsze i najbardziej dziecinnie (więc, czyż nie najbardziej szczerze?), piłka nożna jest zabawą, sposobem napełnienia egzystencji treścią, bez względu na to, jak daną treść wartościować lub pozycjonować w hierarchii tego co dla ludzkiej istoty powinno być ważne, czy mniej ważne. W ten sposób postrzegałem piłkę nożną, gdy kopał ją z nami nasz tata w parku nad skarpą, w okolicach Królikarni. Ja zobacz podam do ciebie, ty podasz do starszego brata, ale wewnętrzną częścią stopy, cyk raz, przyjmujesz, cyk dwa, podajesz, w trójkącie, ale dokładniej, nie chichraj się, tylko graj, gapa. Jest to wykładnia głęboko intuicyjna,  przekazywana z pokolenia na pokolenie i niewymagająca nadmiernego angażowania rozumu, którego zresztą dziecko ma przecież niewiele. Niemniej, nawet tak opisana przedszkolna sytuacja piłkarska zwiastuje, że futbol może być czymś więcej niż kaszką manną do zapychania bobasów, skoro można go choćby zaklinać w figury matematyczne, ale o tym za chwilę. W ekstremalnej postaci, futbol jako czysta treść i pierwotna siła, przybiera kształt Maradony, Ruquelme, Messiego, albo innej istoty, która kopie niejako w oderwaniu od racjonalnych ram i pisze zawsze trudnym do uchwycenia zygzakiem, choć może się również wyrażać bardziej przyziemnie, na przykład w zwykłym chłopaku lub dziewczynie, którym nikt po prostu na podwórku nie potrafi dorównać. Niektórzy nigdy nie wychodzą z odczuwania piłki na tym podstawowym, romantycznym poziomie, co jest tym bardziej zrozumiałe, że w każdym dorosłym pozostaje pierwiastek dziecka.

Trzeba wyjaśnić, że książka Zachodnego nie jest o zabawie, a autor „Polskiej Myśli Szkoleniowej” nie odwołuje się do romantyzmu jak na przykład Szczepłek w „Meczach polskich spraw”. Zachodny jest racjonalistą.

Na drugim poziomie, futbol jest nieustającym wyzwaniem dla – właśnie – racjonalistów, poszukujących prawdy o otaczającej nas rzeczywistości, zaś bez znaczenia jest to, że prawda sprowadza się w tym przypadku zasadniczo do znalezienia sposobu, aby piłkarska drużyna wygrała mecz. Historia piłki nożnej, a ściślej rzecz biorąc – taktyki piłkarskiej, jest fascynującą historią myśli ludzkiej. Gdy filozofowie zastanawiają się nad tym, czym jest życie, byt, lub śmierć, inni myśliciele szukają kolejnych rozwiązań na strzelenie gola lub perfekcyjną obronę własnej bramki. Dla pełnej jasności:  nie uważam, aby ćwiczenie rozumu w piłkarstwie było ważniejsze nić ćwiczenie go w poszukiwaniu dobra, albowiem są to wartości zasadniczo równoważne, bo gol jest przecież jakimś dobrem zarówno w sensie indywidualnym, jak i społecznym. W tym znaczeniu, piłka nożna jest formą, którą człowiek decyduje się narzucić chaosowi, czyli temu, co przed chwilą nazwałem: treścią futbolu. Trzeba zastrzec, że ta z kolei wykładnia problemu, wymaga nieco więcej zaangażowania i zainteresowania niż zaprezentowana wcześniej. Ja osobiście, dochodziłem do niej niespieszenie. Ale potem sięgnąłem po „Odwróconą piramidę” Wilsona i przepadłem. Wilson bowiem studiuje w swojej książce historię taktyki piłkarskiej porównywalnie do tego, jak Kołakowski wykłada filozofię w książce: „O co nas pytają wielcy filozofowie”, przedstawiając najistotniejsze wyniki uchwycenia i ogarnięcia piłkarskiej rzeczywistości przez wybitne ludzkie umysły, poszukujące rozwiązania problemów, czyli poszukujące tego co każdy filozof: odpowiedzi.

Mam jednak jeden istotny problem z książką Wilsona: w książce Wilsona nie ma nic o żadnym Polaku! Tę właśnie półprzestrzeń, znakomicie wypełnia „Polska Myśl Szkoleniowa”. Jeśli bowiem „Odwróconą piramidę” należy traktować jako historię powszechną piłkarskiej taktyki, tak „Polska Myśl Szkoleniowa”, jak sama nazwa wskazuje – jest historią myśli szkoleniowej polskiej. Książka Zachodnego jest zarówno śmiałym kontratakiem przeciwko biblii Wilsona, jak i jej przedłużeniem.

Na marginesie, aby dokończyć zarysowaną równoległą refleksję, muszę zastrzec, że skoro piłka nożna, odczuwana intuicyjnie, jest najpierw Treścią, zaś w wykładni racjonalnej: Formą, to należy dojść do wniosku, że gdy tak rozumiana Treść spotka się z tak rozumianą Formą, powstaje Utwór, czyli Mecz.

Konkludując: książka Michała Zachodnego jest – po pierwsze – dla zwolenników piłkarskiego racjonalizmu i Formy. Po drugie, książka Michała Zachodnego jest dla prawdziwych patriotów, to oczywiste.

O czym jest książka Michała Zachodnego?

Dotarliśmy do momentu dyskusji, dla którego się tutaj spotkaliśmy, zatem będę powoli kończył, spokojnie.

Rafał Stec napisał na kanwie „Polskiej Myśli Szkoleniowej”, felieton zatytułowany: „Brakujący zwój w mózgach Polaków”. Autor wcześniejszego artykułu pt. „Polska piłka nożna istnieje tylko teoretycznie, praktycznie nie istnieje” opublikowanego w „Kopalni. Sztuce Futbolu” Nr [nie pamiętam] jest zdania, że książka Zachodnego dowodzi o metafizycznej ułomności Słowian osiedlonych nad Wisłą, do myślenia o piłce nożnej, w szczególności w kategorii Formy. Michał Trela w swojej recenzji wskazał z kolei, że referowana książka dowodzi, iż Polacy w sztuce futbolu, zawsze byli gorsi niż inni. Sam Michał Zachodny opowiadając o swojej pracy podnosi, że próbował dociec, dlaczego jesteśmy w miejscu w jakim się znaleźliśmy podczas meczu Polska – Japonia na mundialu w Rosji, czyli w niskim pressingu, i dlaczego nie potrafimy wykrzesać z siebie, narzucić Światu swojej własnej, rozwiniętej Formy. Zachodny jednak – co być może najbardziej cenne – nie idzie w proste oceny, nie narzuca czytelnikowi żadnej interpretacji, ale w oparciu o bogato zgormadzone i wyselekcjonowane źródła, rzetelnie przedstawia pracę polskich piłkarskich myślicieli na przestrzeni czasu, od zarania w zaborze galicyjskim (tak, widać zabory!), aż po mecz Polska – Szwecja, kadry Czesława „711 połączeń z Fryzjerem” Michniewicza, profesjonalnie recenzując ich Utwory. Zgadzam się z Rafałem Stecem (bo jak mógłbym się nie zgadzać?), że Zachodny przywraca pojęciu „polskiej myśli szkoleniowej” jej właściwe znaczenie, strącając z mema. Michał odtwarza świat, który znajduje się za pomnikiem Józefa Kałuży przy stadionie Cracovii, ale który istnieje i nie jest abstrakcyjny, tak jak istnieje i nie jest abstrakcyjny samolot na pomniku Lotnika przy ul. Żwirki i Wigury.

W moim odczytaniu, książka Zachodnego dowodzi, że polska szkoleniowa myśl piłkarska nad Wisłą zaistniała na najwyższym światowym poziomie i dowodzi, że mogłaby zaistnieć na takim poziomie z powrotem. Od końca lat sześćdziesiątych do – mniej więcej – połowy lat osiemdziesiątych, polskie Utwory były czytane z zachwytem w całym piłkarskim świecie. Tytułem anegdoty: gdy spotkałem pewnego razu, jednego piłkarskiego Argentyńczyka w wieku mojego ojca, potrafił wymienić z pamięci 2/3 polskich piłkarzy z mundialu w 1978 r. Początek tej „złotej epoki” (po której nastała „epoka brązu”, przechodząc w epokę – przepraszam – gówna i szamba lat dziewięćdziesiątych), wziął się stąd, że – nawiązując do wprowadzenia, które w żadnym wypadku nie było bezcelowe – zatrzymano ruch na Rondzie Jazdy Polskiej. Wówczas to, do Legii Warszawa przyszedł czeski trener Jaroslaw Vejvoda, zaś do Górnika Zabrze, Węgier – Kalocsay, którzy zwyczajnie nie potrafili poruszać się ruchem okrężnym. Następnie – co jeszcze ciekawsze i budujące – dostrzeżono, że prawidłowo uregulowany przez utalentowanego inżyniera ruch na Rondzie, może doprowadzić do wyzwolenia pokładów energii, pozwalających tworzyć rzetelne Utwory. Zachodny przypomina w swojej książce o tym, ile dobrego przyniosła drużynie Górskiego dyskusja prowadzona pomiędzy zaszeregowanymi w sztabie Strejlauem i Gmochem, gonitwa ich pomysłów, zamknięta w racjonalne ramy. Przypomnę w tym miejscu, że Jacek Gmoch jest absolwentem Wydziału Komunikacji Politechniki Warszawskiej, przez 10 lat był asystentem w Zakładzie Budowy Dróg i Mostów, a jako inżynier prowadził między innymi badania gruntu pod pas startowy gdańskiego lotniska Rębiechowo. Gdyby Górski i Gmoch nie wyjechali w latach osiemdziesiątych za granicę (jak zresztą większość czołowych myślicieli), do Grecji,  moglibyśmy prawdopodobnie latać dziś samolotami.

Ulica Polna

Książka Zachodnego jest o tym, że możemy tam wrócić, do miejsca w którym już kiedyś byliśmy, do konstruktywnego myślenia i tworzenia Formy, nawet jeśli nie uda się nam od razu polecieć. Oczywiście, mając w pamięci słowa Heraklita o tym, że nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, bo świat wciąż się zmienia i płynie naprzód. Uzupełniająco wskazuję, że najbardziej komplementowany polski trener klubowy ostatnich lat, Marek Papszun z Rakowa Częstochowa, wprowadzający konsekwentnie nowoczesne rozwiązania problemów boiskowych pod Jasną Górą, z którym Michał rozmawiał w podcaście „Zachodny do Tablicy” o swojej książce, powiedział jednoznacznie, że nie ogląda w zasadzie meczów żadnych zagranicznych drużyn, zaś wdrażane koncepcje tworzy w oparciu o materiał z ekstraklasy.

Trzy refleksje na ostatni gwizdek.

Po pierwsze, gdybym był piłkarzem, chciałbym aby moją drużynę prowadził Michał Zachodny.

Po drugie, nie czytałem „Polskiej Myśli Szkoleniowej” ani na lagę ani z kontry, jak radził Rafał Stec, ale przeczytałem ją totalnie.

Po trzecie, zacząłem Koterskim i może skończę Koterskim: jak wam się Zachodny nie podoba, to w ryj dać, mogę dać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s